Statistics - Statystyka

Użytkowników:
3349
Artykułów:
2016
Zakładek:
22
Odsłon artykułów:
10045781

Odwiedza nas

Odwiedza nas 266 gości oraz 0 użytkowników.

Kpt. Antoni Dąbrowski (1905-1989)

foto 05 2012 31Jednym z podstawowych elementów zachowania tożsamości narodowej, jego dziedzictwa, jest pielęgnowanie rodzinnych tradycji i zachowanie pamięci o Ojcach naszych.

„Kto nie szanuje i nie ceni swojej
przeszłości,
ten nie jest godzien szacunku
teraźniejszości
ani prawa do przyszłości.”
                                Józef Piłsudski

Minęły dwadzieścia trzy lata od chwili, kiedy pogrążony w smutku i żalu odprowadzałem Ojca mego, Antoniego Dąbrowskiego, do miejsca Jego wiecznego spoczynku. W tłumie żegnających Go osób, oprócz najbliższej rodziny i sąsiadów, byli nieliczni już weterani walk, koledzy z Frontowych Szkół Oficerskich w Żytomierzu i Lublinie, z Koła LOK przy ZW ZBOWiD w Lublinie.

Urodził się 3 czerwca 1905 roku w Klimkowcach, pow. Zbaraż, jako najstarszy spośród siedmiorga rodzeństwa. Podobno, jak głosi wieść rodzinna, pradziadek Ojca był warszawskim uciekinierem po Powstaniu Styczniowym.

Nie był bohaterem wojennym, nie przeszedł szlaku bojowego II Armii, nie odznaczono Go Krzyżem Virtuti Militari czy Krzyżem Walecznych. Jego przedwojenna służba wojskowa, udział w działaniach obronnych 1939 roku, a następnie trzyletnia, powojenna służba w Wojsku Polskim nie obfitowała w nadzwyczajne wydarzenia, choć często była niebezpieczna i niewdzięczna.

Do odbycia zasadniczej służby wojskowej w 54. Pułku Piechoty Kresowej w Tarnopolu został powołany po przewrocie majowym w 1926 roku. Nie mając odpowiedniego wykształcenia zawodowego, postanowił pozostać w wojsku jako podoficer zawodowy. Pełnił kolejno stanowiska dowódcy drużyny, plutonu, szefa kompanii i wreszcie w 1938 roku instruktora wyszkolenia bojowego w Szkole Podchorążych 54. PPKr. Był bardzo dobrym podoficerem, skoro na progu swojej kariery zawodowej otrzymał medal „10‑lecia Odzyskania Niepodległości”, a w 1936 roku medal „Za długoletnią służbę”. W 1932 roku w Hałuszczyńcach, pow. Skałat, zawarł związek małżeński z Genowefą Rychlewską, która dwa lata później powiła Mu córkę Irenę, a po kolejnych czterech latach, drugą córkę Marysię.

foto 05 2012 32
Genowefa i Antoni Dąbrowscy – zdjęcie wykonane w dniu ślubu 23.10.1932 r.

Wybuch wojny postawił rodzinę w trudnej sytuacji. Tata szykował się na front, a Mama z dwojgiem małych dzieci wyjechała na wieś do rodziny. To uratowało ich przed śmiercią w gruzach domu, na który spadła bomba lotnicza.

W chwili wybuchu wojny Tata, w stopniu sierżanta, otrzymał przydział do III batalionu zapasowego I kompanii jako zastępca dowódcy I plutonu piechoty.

54. Pułk Piechoty Strzelców Kresowych wchodził w skład 12. Tarnopolskiej Dywizji Piechoty* należącej do Armii odwodowej „Prusy”. Część Dywizji, którą w dniach 8–9 września 1939 roku zdołano zebrać pod dowództwem ppłk. dypl. Franciszka Pokornego (dowódcy 54. PPKr.), brała udział w bitwie pod Iłżą. Pododdziały 54. PPKr., w tym III batalion, zatrzymane w transportach zdążających do rejonu koncentracji, walczyły w Grupie „Sandomierz”. Po zaciętych walkach pod Iłżą, straty naszych wojsk okazały się bardzo duże. Rozbite, zdezorganizowane oddziały otrzymały ostatnie rozkazy zniszczenia posiadanej broni i amunicji, ukrycia lub zabezpieczenia sztandarów pułkowych i przebijania się drobnymi oddziałami za Wisłę.

14 lub 15 września Ojciec dotarł już do Kołomyi, a 17–18 września w rejonie wsi Monasterzyska, w odległości około 30 km od granicy, falę uchodźców nagle zatrzymały sowieckie czołgi i piechota. Nie było czasu pozbyć się resztek umundurowania wojskowego czy zachowanych dokumentów. Z około 20‑osobowej grupy żołnierzy zatrzymanych przez patrol, poddanych osobistej rewizji, czterech, których uznano za polskich oficerów (wg kryterium długości włosów na głowie i odcisków na dłoniach) rozstrzelano na miejscu pod stodołą, podoficerów aresztowano, a szeregowym pozwolono wracać do domów. Rewidujący Ojca żołnierz chyba doznał cudownego „zaciemnienia wzroku i umysłu”, skoro biorąc do ręki legitymację wojskową Ojca, nie otworzył jej, a wpatrywał się w krzyż zakonny, który Ojciec zabrał ze sobą na front. Po długim namyśle włożył je razem do czapki i kazał wracać do domu.

foto 05 2012 33
Podoficerska Szkoła: I bat., 4 komp. 54. Pułku Piechoty Kresowej w Tarnopolu, rok 1928. Od lewej: kpr. Antoni Dąbrowski, plut. Jan Marceluch, d‑ca komp. kpt. Nosowski, d‑ca bat. mjr Sadowski, szef komp. st. sierż.(?) i kpr. Zygmunt Januła.

Po kilku kolejnych dniach marszu dotarł do Hałuszczyniec, gdzie czekała nań rodzina. Spokój nie trwał jednak długo. Wiosną 1940 roku Rosjanie wywieźli na Sybir siostrę Ojca, Marię, z jej mężem Adamem Krzysztofką i ich kilkuletnią córką Janeczką. Taki sam los spotkał też brata mojej mamy Augusta Rychlewskiego – zarządcy majątku Potockich w Kamionkach i Nowym Siole (powiat Skałat). W 1940 roku wszystkich wywieziono do wsi Jeziorka, rejon Tabory w obwodzie Swierdłowskim. Wujka Augusta za kradzież bochenka chleba dla głodujących dzieci skazano na publiczną śmierć głodową. Przez tydzień umierał w piwnicy, bez szyb w oknie, na rzuconym na beton snopku słomy, z odmrożonymi na ponad dwudziestostopniowym mrozie palcami u rąk i nóg, z opuchniętą twarzą patrzył w milczeniu na żegnających go kuzynów. Dwaj bracia Ojca, Michał i B ernard, zaginęli bez wieści w zawierusze wojennej (Michał też służył w 54. PPKr., a B ernard w JW 1423, zaginął 28 września 1944 roku po wyjściu ze szpitala frontowego w Otwocku). Przeżył tylko brat Józef, też frontowiec.

Kiedy latem 1940 roku wkroczyli na tereny wschodniej Rzeczpospolitej Niemcy, ostrzeżono Ojca, że jest poszukiwany przez SS i Ukraińców. Przez dwa lata ukrywał się w wykopanych przez siebie leśnych ziemiankach, zbudowanych szałasach, w opuszczonych gospodarstwach, rzadko u rodziny, w obawie, by małe dzieci nie „wygadały” się, że widziały Ojca. Dwa razy, o mały włos wpadłby w ręce UPA. Doskonale znając język ukraiński, podawał się za „swojego”. Pomagał dorywczo Ukraińcom w gospodarstwach, za co otrzymywał jedzenie, ciepłe ubrania, czasami nocleg w stodole, w stajni. Najgorzej było przetrwać zimy. Często doskwierał mu głód. Były także i inne zagrożenia, gdyż dzięki „dobrym ludziom”, zarówno Polakom, jak i Ukraińcom, przeżywał te lata dodatkowo obawiając się o własne życie i życie członków najbliższej rodziny. Rodzice, wspominając tamte czasy, zawsze mówili o strachu przed banderowcami, którzy nocami mordowali Polaków na tych terenach.

foto 05 2012 34
Absolwenci szkoły podoficerskiej. Rocznik 1928.

Nic zatem dziwnego, że po wkroczeniu na te tereny wojsk II Armii WP, 18 maja 1944 roku, natychmiast zgłosił się na ochotnika i dostał przydział do I Frontowej Szkoły Oficerskiej w Żytomierzu, gdzie po krótkim przeszkoleniu otrzymał awans na stopień podporucznika i stanowisko instruktora wyszkolenia bojowego w II FSO w Lublinie. A był dobrym żołnierzem i szkoleniowcem, skoro już 8 września 1945 roku otrzymał srebrny Krzyż Zasługi RP, a w rok później Medal Zwycięstwa i Wolności i Odznakę Grunwaldzką**. Elewem w Jego plutonie szkoleniowym był późniejszy gen. Jan Piróg.

W czerwcu 1945 roku prawie całą rodzinę mamy i ojca repatriowano na Zachód. Rodzice otrzymali przydział do Kędzierzyna‑Koźla, do pięknej poniemieckiej willi z ogrodem i staruszką Niemką. Jednak mama chciała być bliżej swoich rodzinnych stron i pozostałej w Hałuszczyńcach matki. Po dwóch dniach otrzymaliśmy w „zamian” jeden pokój w wielorodzinnym mieszkaniu służbowym przy ul. Orlicz Dreszera (później M. Nowotki, a dzisiaj I. Radziszewskiego) w Lublinie.

16 października 1945 roku Ojca przeniesiono do DOW VII Wydziału Wojsk Ochrony Pogranicza na stanowisko inspektora wyszkolenia bojowego, a 1 listopada 1946 roku awansował na szefa Ochrony Sztabu DOW VII. 10 marca 1947 roku został zdemobilizowany, pomimo że nie chciał odchodzić ze służby wojskowej.

Dzięki poparciu kolegów z wojska, Ojciec został zatrudniony w JW 3724 w charakterze księgowego (do 30 czerwca 1949 r.), a po śmierci Stalina został referentem kancelaryjnym w JW 5007 (1953–1956). Najgorsze były lata 1949–1953. Obowiązkowe, comiesięczne meldunki w Informacji Wojskowej. Te same pytania i te same odpowiedzi – tak przez dwa lata, potem odpuszczono Ojcu. Kiedy w 1952 roku odmówił zapisania się do partii, w miesiąc późnej stracił pracę. I tak parę razy do końca maja 1953 roku. Sytuacja zawodowa Ojca ustabilizowała się dopiero po roku 1956, kiedy podjął pracę w Spółdzielni Pracy „Transped” w Lublinie, w której przepracował 26 lat.

Udzielał się społecznie. Był członkiem Stowarzyszenia Rycerstwa (Milicji) Niepokalanej (od 1946 r.), przewodniczącym Sądu Honorowego przy ZM ZBOWiD (od 1970 r.), czł. Związku Zawodowego Spółdzielczości Pracy (1976–1981), czł. NSZZ „Solidarność” przy SP „Transped” w Lublinie (od 1981 r.), czł. Towarzystwa Przyjaciół KUL (od 1979 r.) i czł. TPŻ (1947–1950) i LOK – Klubu Oficerów Rezerwy II Frontowej Szkoły Oficerskiej (od 1976 r.).

W 1979 roku Rada Państwa przyznała Ojcu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, medal „Za Udział w Wojnie Obronnej 1939” (1982 r.) i po raz drugi medal „Zwycięstwa i Wolności” (1986 r.). Pośmiertnie ZG Związku Kombatantów i B yłych Więźniów Politycznych przyznał Ojcu „Krzyż Czynu Zbrojnego 1943–1945” (2009 r.).

Tata był dobrym Ojcem i uczciwym człowiekiem, bardzo religijnym. Całe swoje życie poświęcił rodzinie i wychowaniu dzieci. Bardzo przeżywał nasze (dzieci) niepowodzenia czy problemy. Cieszył się z każdego naszego sukcesu. I chociaż w domu nigdy się nie „przelewało”, a były też lata biedy, zawsze dbał o pogodę ducha nas wszystkich, o zachowanie rodzinnych, polskich tradycji, o pielęgnowanie więzi rodzinnych. Z entuzjazmem mówił o latach służby wojskowej w II RP. Jak relikwie przechowywał w drewnianym pudełeczku swoją odznakę pułkową, odznaczenia, legitymacje, zdjęcia i parę guzików od munduru z orłem w koronie i metalowego orzełka z czapki. Gdy trzymał je w ręku i patrzył na nie w zadumie, łzy ukazywały się w Jego oczach. Kochał służbę wojskową. Nigdy nie pogodził się z „demobilizacją”, chciał służyć w Armii, bo to potrafił wykonywać najlepiej. I chociaż życie potoczyło mu się innym torem niż Jego marzenia, to jakaś więź z wojskiem trwała do końca Jego długiego życia. Był dumny z mojej służby wojskowej. Cieszył się, że najstarsza Jego córka Irena wyszła za mąż za oficera pilota (płk.) Albina Daniłowicza***.

Przez cały czas mieszkał na wojskowym kwaterunku i zmarł w wojskowym szpitalu „Bobolanum” w Lublinie 17 października 1989 roku.

W kondukcie pogrzebowym nie towarzyszyła Mu Kompania Honorowa, nie grała orkiestra wojskowa, wojskowy kapelan odmówił odprawienia pożegnalnej Mszy Świętej. Przyszło 6 zakonników kapucynów, u których przez wiele lat sprawował służbę ołtarza. Na nagrobnej, granitowej płycie pozostały po nim wyryte w kamieniu złote litery: Kpt. WP, żołnierz 54 PPKr. Uczestnik wojny obronnej 1939 r. Kawaler Orderu Polonia Restituta.


* W skład Dywizji wchodził także 51. Pułk Piechoty Strzelców Kresowych w Brzeżanach i 52. PP Strzelców Kresowych w Złoczowie.
** Z przedwojennych odznaczeń Ojca zachował się brązowy medal „Za Długoletnią Służbę” i „Powszechna Odznaka Sportowa”.
*** Płk pilot Albin Daniłowicz (1928–2008). Były dowódca pułków lotniczych we Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie. Oficer dyżurny na stanowisku dowodzenia OPK.

 

    Syn Stanisław
bullet Powrót  

free counters

Szukaj

logo_lacznosc_lok

pzrs

logo_pzk

wot pzk logo

logo_kzr_all logo cslii zagrze

logo_mon_1

herb_mazowsza_1

herb_wawa

logo_pttk_1

logo pzss

logo_wopr_1

logo_zhp_1

muzeum_pw   tow przyj warszawy   logo wp   Muzeum1944mini   muzeum mw
Muzeum
Powstania
Warszawskiego
1944
  Towarzystwo
Przyjaciół
Warszawy
  Wojsko Polskie   Łączność
w Powstaniu
Warszawski 1944
  Muzeum
Marynarki
Wojennej