Ilość czytań

Total Views: 1641

Jan Matejko Konstytucja 3 maja 1791 r. 
Naród winien jest sobie samemu obronę od napaści i dla przestrzegania całości swojej.
Wszyscy przeto obywatele są obrońcami całości i swobód narodowych.
ROZDZIAŁ XI, SIŁA ZBROJNA NARODU KONSTYTUCJA 3 MAJA
 
Konie PDF Drukuj Email
kon_2Rosyjski podróżnik i kartograf carski pułkownik, później generał Mikołaj Przewalski napotkał na półpustynnych terenach Mongolii i Chin gatunek dzikiego konia spokrewnionego z wymarłym tarpanem. Od tego czasu nazwano go „koniem Przewalskiego”. Zaryzykował on tezę, że jest to praprzodek konia. Jednak jej nie udowodnił, co nie dziwi, bo nie był przyrodnikiem, a odkrycie jego przypadkowe i niezamierzone. Opracowywał on mapy do celów wojskowych, które ewentualnie mogłyby posłużyć do podboju Indii. O udziale Przewalskiego w imperialnych machinacjach cara świat zapomniał, natomiast uwieczniło go przypadkowe odkrycie zupełnie nie związane z jego profesją. Nas interesują te piękne, szlachetne stworzenia, o bardzo ciekawej psychice, bo zawsze były piękne i oddanie służyły przez tysiąclecia człowiekowi. To silne i wytrzymałe zwierzę było uniwersalnym środkiem transportu i współtworzyło z człowiekiem historię. Poza tym koń przywiązywał się do człowieka jak pies, był dla niego przyjacielem, bronił go i potrafił służyć mu do ostatniego swego tchnienia. Konie „służące w wojsku” stawały się „żołnierzami”. Rozumnie i z wyczuciem spełniały swe powinności. Mają dobrą pamięć i orientację w terenie. Szybko uczyły się komend podawanych przez trębaczy i sprawnie je wykonywały. Było to bardzo istotne w przypadku rannego jeźdźcy (albo... „zamroczonego” – wtedy koń był mądrzejszy od swego jeźdźcy i jakoś razem dawali sobie radę). Oddajmy głos znawcom koni. Marian hr. Czapski w „Historii Powszechnej konia” pisał „... cała historia konia domowego dowodzi, że tylko ręka człowieka, ludzka troska, dobry obrok, pieszczota, zabiegi hodowlane uszlachetniają to zwierzę i dają mu urodę jaką się pyszni...”. Były kawalerzysta Jerzy Urbankiewicz w swej książce „Gdzie są konie z tamtych lat” pisał:W Polsce przez długie stulecia, jako pozostałość czasów pogańskich uchował się kult konia. Jakoś tam pokutowała pamięć wierzenia, że Światowid dosiadał „wieszczego siwka złotogrzywego”, a koń Wiatrolot służył bogom. I dlatego każdy koń był przyjacielem, towarzyszem, odgadywał myśli, pocieszał, a wreszcie w przypadku śmierci „kopał dół po kolana i w nim chował swego pana. Kult konia w Polsce był tak silny, że Kościół uznał za właściwe podjąć z nim walkę. Walka ta nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów, skoro jeszcze w XIX w. w kościele św. Krzysztofa w Krakowie wisiały na ścianach czaszki końskie, skoro czaszki takie zatknięte na żerdzi „zdobiły”, a może „chroniły” niektóre chłopskie zagrody. Nawet dzisiaj można zobaczyć we wsiach i miasteczkach domy, których zwieńczenia dachów wykonano ze zbitych na krzyż dwóch desek wyrzeźbionych w głowy końskie. Zwróćmy uwagę na to, że potocznie mówi się i pisze się w literaturze o łbach zwierzęcych, a koń ma – głowę. A końska podkowa „na szczęście”? Ile ich zdobiło i nadal zdobi drzwi, progi i ściany domów? Kto posiada jeszcze oryginalną to cieszy się nią jak relikwią i zabytkiem. Nawet samochody niektóre posiadają takie zminiaturyzowane, chromowane talizmany. W środowisku radiestetów, psychotroników wiadome jest, że podkowa neutralizuje negatywne promieniowania geopatyczne. Ciekawe, czy konie o tym wiedziały? Już w czasach starożytnych niektóre narody kochały się w koniach. W Grecji i w Rzymie wielu znakomitym koniom wystawiano pomniki. Według Pauzaniasza w gaju olimpijskim znajdował się posąg klaczy tak doskonały, że przebiegające obok ogiery zrzucały jeźdźców i pędziły do posągu w zaloty. Kiedy zaczęto podkuwać konie, trudno powiedzieć. Pierwszą końską podkowę znaleziono we frankońskim grobowcu z 460 r. Podkuwanie koni rozpowszechniło się w VIII w. na terenie Niemiec za Karola Wielkiego, w Anglii trzy wieki później (w XI w.) za Wilhelma Zdobywcy, a w Polsce w drugiej połowie X w. Bywało, że podkuwano konie złotymi podkowami. Tak podkuty był koń wojewody poznańskiego jadącego w poselstwie do Paryża po Henryka Walezego. Jedną z podków tak wymyślnie przybito, żeby odpadłą na paryskiej ulicy i spowodowała zdumienie gawiedzi jacy Ci Polacy bogaci. Najlepszymi końmi na świecie były konie arabskie i krzyżówki pochodzące od nich. Mają one dominujące i najtrwalsze cechy genetyczne, głównie wytrzymałość, szybkość i cenne cechy psychiczne. Wspomnijmy, że Zawisza Czarny posiadał dwa wspaniałe arabskie ogiery, w tym karego „Agata”, na którym zawsze walczył. Józef ks. Poniatowski miał ulubionego swego ogiera siwka Szumkę ( i jeszcze pięćdziesiąt innych). Konie arabskie zaczęły przenikać do Europy od czasów najazdów Maurów w VIII w. Znaczną ich część sprowadzili do Europy rycerze wracający z wypraw krzyżowych. W wyniku najazdów tureckich zostało sporo koni arabskich na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej. Rozkochani w pięknych koniach Polacy wreszcie zaczęli sami sprowadzać je do Polski z tzw. Arabii, to znaczy Półwyspu Arabskiego, bo te tereny są ich ojczyzną. Stało się bardzo dziwne zjawisko – Arabowie zajęli się ropą naftową, a ojczyzną konia arabskiego stała się Polska. Jak do tego doszło? Tak ułożyła się nasza historia, że Polacy mieli bardzo wcześnie wiele kontaktów z ludami Wschodu. Zbyt wiele i zbyt często. To dało się nam również możliwość poznania wschodnich metod walki, innego uzbrojenia i koni. Polacy szybko ocenili i docenili zalety „arabczyka” i chętnie wprowadzali konie tej rasy do swych stad. Nazywali je również „bedewiami” od Beduinów. Wiemy, że konie czystej krwi arabskiej hodowano w stadninach Zygmunta Augusta, ale przede wszystkim dobre konie mnożyły się w prywatnych stadninach, głównie magnackich. Słynęła wśród nich stadnina Branickich w Białej Cerwi, Sanguszków w Sławucie, Dzieduszyckich w Jarczowcach i wiele innych pomniejszych. Oczywiście zamiłowanie do konia stanowiło główny motyw hodowli, zwłaszcza u magnatów, ale były też inne względy – ekonomiczne. Istotę ich ujęto nawet w przysłowie:

Klaczka, pszczółka i pszenica
Wywodzi z długów szlachcica.


Polacy włączali do swych stad najpiękniejsze okazy zdobyczne, darowane przez poselstwa, czy też celowo sprowadzane z Pustyni Arabskiej. Rasa koni arabskich uformowała się w trudnych warunkach pustynnych w drodze naturalnej selekcji. Za najistotniejsze cechy konia arabskiego uważa się harmonijną, szlachetną budowę, efektywny ruch, suchość i doskonałą jakość tkanki, wytrzymałość, bardzo dobre wykorzystanie paszy, zdolność przekazywanie tych cech potomstwu[1]. Poza tym te konie posiadają wyjątkowe cechy psychiczne: inteligencję, szybkie układanie, zaprzyjaźnianie się z człowiekiem. Klacze hodowcy porównują z młodymi damami, pięknymi towarzyszkami, eleganckimi nade wszystko z dziecięcą chęcią poznawania świata. Na wybiegach obie płci świadomie pokazują swoje piękno. Ogier na wybiegu prawie demonstruje swoje piękno, jakby chciał powiedzieć: patrzcie i podziwiajcie, jaki jestem wspaniały. Konie arabskie mają bardzo cienkie nogi. Nad kopytami wydaje się, ze mają jedynie wąską kość obciągniętą skórą, bez mięśni, a w biegu wytrzymują one niezliczoną ilość obciążeń – 7 ton na każdą nogę za każdym stąpnięciem! Fenomen, cud natury. Konie arabskie nie są wysokie, średnio 150 cm w kłębie. Na wyścigach nie są takie szybkie, jak konie rasy angielskiej, ale te zostały stworzone do wyścigów i na dłuższych dystansach nie mają żadnych szans z końmi arabskimi. Posiadają one głowy o charakterystycznej budowie: małe, zgrabne, szerokie w górnej części i wąskie sympatyczne pyszczki. A nade wszystko są piękne. Według wielu znawców – najpiękniejsze. Te piękności w minionych wiekach w Polsce, jeżeli wymagała tego konieczność, pokonywały jako wierzchowce na dobę 50 mil polskich[2], a więc bywało to ok. 350 km. W historii polskich hodowców koni mieliśmy wiele wybitnych postaci. Taką szczególną postacią był bardzo oryginalny jegomość, hrabia Wacław Rzewuski mieszkający na Podolu. Współczesnym językiem nazwalibyśmy go wyjątkowym i niepowtarzalnym „modelem”. Związał się on na zawsze z dziejami konia arabskiego w Polsce, ujawnił talent pisarski, stał się kon_2bohaterem wierszy Mickiewicza, Słowackiego i Pola. Trafił na strony historii wojen swych czasów, a nade wszystko osnuła go legenda człowieka może trochę dziwnego, ale pełnego niepospolitej fantazji i w swych działaniach pożytecznego. W różnych okresach swego życia posługiwał się różnymi nazwiskami i tytułami:

hrabia Rzewuski
emir Tadż-el-Faher
ataman Rewucha


Po Kongresie Wiedeńskim spędził kilka lat w Turcji i krajach arabskich, co wynikało z jego zainteresowań orientalistycznych oraz zamiłowania do pięknych koni. Zżył się z Beduinami, koczował z nimi, walczył jeśli zaszła taka potrzeba – a jak wieść niesie – bratał się nie tylko z Arabami. Również z Arabkami. Wrócił później do swych dóbr Sawrań na Podolu i przywiódł tam ze sobą 80 pięknych koni pustynnych. Obudziła się w nim wtedy nowa pasja: zakochał się w stepach i kozaczyźnie. Koczował, bratał się z Kozakami i czarnobrewymi Kozaczkami. A kiedy do Sawrania przychodził list adresowany do hrabiów Rzewuskich, to go zwracał z dopiskiem po ukraińsku, że w Sawraniu nie ma żadnych hrabiów Rzewuskich, jest natomiast Rewucha („złota broda”, po arabsku – emir Tadż-el-Faher). Pasje te nie odciągały jego uwagi od skomplikowanych spraw polskich, jakie działy się za jego życia. Nie podzielał on nadziei w gwiazdę Napoleona i walczył przeciwko niemu po stronie austriackiej. Natomiast w okresie powstania listopadowego należał do Towarzystwa Patriotycznego i wystawił szwadron (oczywiście) Kozaków, który Rosjanom dał się dobrze we znaki. W maju 1331 r. zniknął w bitwie pod Daszowem. Właśnie – zniknął – a nie zginął. Żył nadal w legendzie. Chłopi z Sawrania wierzyli, że ich niepospolity ataman wcześniej, czy później wróci. I… 30 lat później, rodzina Rzewuskich twierdziła, że przyszedł do nich list z zapytaniem o jego skonfiskowane dobra. Może szykował się do wzięcia udziału w kolejnej batalii o odzyskanie przez Polaków niepodległości, które wybuchło w styczniu 1863 r. Zapewne ten nieprzeciętny Polak, kozacki ataman kolejnego powstania nie doczekał bo na pewno usłyszanoby o nim, chyba, ze tego nie chciał. Był tajemniczą, nieprzeciętnej fantazji postacią, okrytą za życia legendą i do końca okryła go tajemnicza stepowa legenda. Resztę jego bezcennej stadniny, której nie zrabowali Rosjanie, rozdzielili między siebie podolscy hodowcy. W ten sposób nie wszystko z życiowej pasji hrabiego, atamana, emira, przepadło. Kluczowym wydarzeniem dla hodowli koni arabskich w Polsce była dwuletnia wyprawa Juliusza Dzieduszyckiego, właściciela majątku Jarczowce, do Arabii w połowie XIX w. Sprowadził on wtedy 7 ogierów i 3 klacze, których znakomite cechy dominują od ponad stu lat w naszej hodowli. Imiona tych klaczy – to elementarz miłośników i hodowców koni arabskich – Gazela, Mlecha, Sahara. Znane są nawet ich wizerunki. Juliusz Kossak, który przyjaźnił się z Dzieduszyckim, uwiecznił na płótnach te trzy prababki polskich (a przez to niemal wszystkich na świecie) koni arabskich. Wreszcie ostatnia z hipologicznych polskich wypraw na pustynię odbyła się w latach 1930 – 31, kiedy to Roman Sanguszko z Gumnisk koło Tarnowa, wysłał do Arabii znakomitego znawcę koni Bohdana Ziętarskiego. Ten, podobnie jak Rzewuski, mieszkał pod beduińskim namiotem, wypatrzył kilka koni o świetnych zaletach i przywiódł je do Polski. Były to dwa ogiery, dwie klacze i czworo źrebiąt. Zwłaszcza ogiery należały do najznakomitszych i wywarły duży wpływ na późniejszą hodowlę[3]. Książęca rodzina Sanguszków dużo wcześniej prowadziła w swoich włościach na Litwie dużą hodowlę koni arabskich. W niej zaopatrywał się u swego adiutanta i przyjaciela Romana Sanguszki książę Józef Poniatowski – wybitny kawalerzysta kochający konie. On nakazał w swej armii dawanie koniom obroku już o godzinie 5 rano, każdy ułan swojemu koniowi. To umacniało więzi konia z jego jeźdźcą. Takich i pomniejszych hodowców koni kon_3arabskich i innych ras oraz dokonujących różnych krzyżówek było wielu. Wspomniałem tylko o niektórych. W wyniku krzyżówek koni arabskich z wybranymi rasami koni polskich utworzono kiedyś typ konia husarskiego o wielu cennych cechach. Koń husarski był wartością samą w sobie i obowiązywał w Polsce kategoryczny zakaz sprzedawania ich poza granice Rzeczpospolitej, Każda kolejna wojna niszczyła polskie stadniny. Obce wojska rabowały stadniny, bywało że do ostatniego konia. I… niemalże z niczego ponownie z mozołem odtwarzano polskie stadniny. Od 1920 r. rozpoczęto rozwijać hodowlę koni arabskich w Janowie Podlaskim i wkrótce stadnina janowska wysunęła się na czołowe miejsce w Polsce. W latach ostatniej wojny Niemcy zabrali z niej prawie wszystkie konie. W wyniku starań polskich hodowców i nowych polskich władz państwowych, niektóre z nich udało się odzyskać od… aliantów, ale nie wszystkie. Według aliantów (Amerykanów) im też należały się… jakieś zdobycze wojenne. Rosjanie jako zdobycze wojenne wywozili ze Śląska całe fabryki z… załogami. Im też „coś się należało”, ale to już inna historia. Szkoda tylko, że to wszystko naszym kosztem. Opowiedziane tu historie polskich koni arabskich i ich hodowców oraz wielu innych w jakiś sposób odpowiadają na pytanie: dlaczego Polska jest ojczyzną konia arabskiego. A swoją drogą – to piękne, szlachetne i fascynujące zwierzę. A może najpiękniejsze?

[1] Urbankiewicz Jerzy, „Gdzie są konie z tamtych lat”, KAW, Łódź 1986.
[2] Mila polska – 7.146 m.
[3] Por. Urbankiewicz Jerzy, „Gdzie są konie z tamtych lat”, KAW, Łódź 1986.
 

Muzeum PW 1944

muzeum_pw

Łączność w PW 1944

Muzeum1944mini

free counters

OFOP

ofop_logo

Statistics - Statystyka

Użytkowników : 2602
Pozycje : 577
Zasoby : 23
Odsłon : 1327494
logo_lacznosc_lok

pzrs

logo_pzk

logo_iaru

logo_kzr_all

logo_mon_1

herb_mazowsza_1

herb_wawa

logo_pttk_1

logo pzss

logo_wopr_1

logo_zhp_1